28.05.2007
PiS chce zlikwidować sieci aptek
Rząd chce zakazać aptekarzom posiadania więcej niż 1 proc. aptek w województwie. Kto ma więcej, będzie musiał sprzedać. Politycy liczą, że w ten sposób zapobiegną wzrostom cen leków. Branża straszy, że takie regulacje narażą skarb państwa na wielomilionowe odszkodowania.

Projekt ustawy został już przyjęty przez Radę Ministrów i lada dzień trafi do Sejmu. Nowe prawo zawiera generalny zakaz prowadzenia przez przedsiębiorcę lub grupę kapitałową aptek, których liczba przekracza 1 proc. na terenie danego województwa. Podobne zapisy zostały wprowadzone do prawa trzy lata temu. Zdaniem rządu są jednak one notorycznie omijane. Firmy tworzą sieci, kupując nie bezpośrednio apteki, ale... udziały w firmach, które takie placówki posiadają. Nowe przepisy mają prawo uszczelnić. Sieci aptek na dostosowanie się do urzędowych limitów (poniżej progu 1 proc.) będą miały pięć lat. W tym czasie muszą "zbędne" placówki sprzedać bądź np. zamknąć. Jeśli tego nie zrobią, prawdopodobnie stracą zezwolenie na sprzedaż leków w części aptek.

Rząd chce też zabronić jednoczesnego prowadzenia hurtowni farmaceutycznej oraz apteki. W takim wypadku hurtownik traciłby pozwolenie na prowadzenie hurtowni.

Po co to wszystko? Nowe regulacje mają zapobiec tworzeniu sieci aptek. Według resortu zdrowia tworzenie tzw. łańcuchów aptecznych "nie zapewnia należytej ochrony zdrowia i życia pacjentów, ponieważ możliwym jest niekorzystne dla pacjenta i Narodowego Funduszu Zdrowia ustalanie cen leków". Poza tym sieci aptek robią promocje, które prowadzą do wzrostu wypisywanych recept oraz zwiększenia wydatków NFZ na refundację - twierdzi w uzasadnieniu projektu Ministerstwo Zdrowia.

Pośpiech według gabinetu Jarosław Kaczyńskiego jest tym bardziej konieczny, że w ostatnim czasie apteki zaczęły się masowo łączyć. - W marcu 2006 na ogólną liczbę 11 300 aptek 2569 wchodziło w skład sieci lokalnych posiadających od 2 do 51 aptek. To 22,7 proc. ogólnej liczby aptek. Natomiast 585 aptek wchodziło w skład największych sieci o zasięgu ogólnopolskim, posiadających od 7 do 89 aptek - wylicza resort zdrowia.

Do największych z nich należy np. Polska Grupa Farmaceutyczna - ma ok. 300 aptek (grupa nie chce zdradzić, ile dokładnie), Farmacol ok. 140 czy Euro-Apteka - 58 punktów. Te dwie pierwsze grupy oprócz aptek prowadzą również hurtownie.

Pomysł z zadowoleniem przyjęło też lobby aptekarskie. Ich zdaniem to powrót do bardzo dobrej zasady: jedna apteka prowadzona przez jednego farmaceutę.

Przeciw rządowemu projektowi są rzecz jasna duże firmy zajmujące się sprzedażą leków. - Według mojej wiedzy takich rozwiązań nie ma w UE - dziwi się Andrzej Tarasiewicz, prezes zarządu Związku Pracodawców Hurtowni Farmaceutycznych.

Michał John z Polskiej Grupy Farmaceutycznej, największego hurtowego dystrybutora leków w Polsce, straszy, że nowe zapisy antykoncentracyjne ograniczą konkurencję i wymuszą wzrost cen leków, co uderzy w pacjentów i szpitale.

A co na to wszystko prawnicy? - Rządowe propozycje są złe. Równie złe jak dziś obowiązujące prawo - ocenia dr Marcin Matczak z kancelarii prawnej Domański Zakrzewski Palinka. - Mówiąc szczerze, nie wiem, skąd rząd wie, że przedsiębiorca nie może mieć więcej jak 1 proc. aptek? Jaka jest gwarancja, że ktoś, kto tych tych aptek ma mniej, nie posiada dominującej pozycji w województwie? Te przepisy są zbyt mechaniczne. Bardzo skomplikowany problem usiłują załatwić ręcznym sterowaniem dla całego kraju - twierdzi Matczak.

Zarówno prawnicy, jak i organizacje branżowe skupiające firmy sprzedające leki twierdzą, że łączeniem aptek powinien zajmować się UOKiK. Jeśli sieć apteczna mogłaby po połączeniu uzyskać pozycję dominująca w województwie, zgody na fuzję by nie dostawała.

Szczególne zdziwienie specjalistów budzi paragraf o obowiązkowej wyprzedaży części majątku w ciągu pięciu lat. - Taki przepis narusza zasadę ochrony praw nabytych i ma charakter wywłaszczenia, za które powinno przysługiwać odszkodowanie - twierdzi Marcin Matczak.

Firmy w takim wypadku będą szły do sądów. - Skarb państwa będzie narażony na wysokie roszczenia odszkodowawcze - ostrzega Andrzej Tarasiewicz. - Nie sadzę, aby te przepisy dożyły do 2012 roku. Wcześniej zakwestionuje je Trybunał Konstytucyjny ze względu na naruszenie zasady proporcjonalności w ograniczaniu prawa własności - twierdzi Matczak.

Rząd z tymi argumentami się nie zgadza. Jego zdaniem konstytucyjna zasada ochrony praw nabytych nie ma charakteru bezwzględnego, a projektowane ograniczenia są konieczne.

Projekt spotka się prawdopodobnie z ciepłym przyjęciem w parlamencie. - Łańcuchy eliminują z rynku małe apteki. A później podwyższają ceny, co uderza w pacjenta. Taki scenariusz miał miejsce już w wielu krajach Europy. Proponowane przez rząd regulacje są bardzo łagodne. Chronią pacjenta i małe rodzinne apteki - twierdzi Małgorzata Stryjska z PiS, członek komisji zdrowia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
góra
newsy

Oceń:
5
4
3
2
1

demotywatory troche inaczej - wrzuta